Sylwester dla bogatych w sercu

Podsumowanie

Był barszcz przywieziony aż z Rydułtów, ponad 200 krokietów, wiele kilogramów ciasta i innych słodkości, ale przede wszystkim radość, dzielnie się, czas na tańce i zabawę oraz wyciszenie w modlitwie. W taki sposób Nowy Rok przywitali w Katowicach ubodzy wraz z ponad setką wolontariuszy.

Chociaż akcja Sylwester z Ubogimi ma już długą, bo ponad dwudziestoletnią, tradycję to spotkanie w tym roku było wyjątkowe. Pierwszy raz organizowane dla tak wielu gości, przy wsparciu tak dużej liczby wolontariuszy oraz w tak przestronnej sali. Na pięknie ozdobionej auli przy Parafii Św. Apostołów Piotra i Pawła w Katowicach każdy z blisko 150 zaproszonych gości znalazł dla siebie imienne miejsce przy bogato zastawionym stole. Przy tych samych stołach zasiedli również młodzi ludzie, którzy wśród wielu alternatyw spędzania sylwestrowej nocy, wybrali właśnie tę - wspólne świętowanie z osobami doświadczonymi przez los.

Sylwester od kuchni

- Są takie szczególne dni w roku, kiedy nie jest dobrze, gdy człowiek pozostaje sam. Myślę, że takim czasem jest również ten, który przeżywamy teraz – powitanie Nowego Roku, dlatego cieszę się, że jesteście – mówił do zgromadzonych proboszcz Parafii ks. kan. dr hab. Andrzej Nowicki, otwierając jednocześnie uroczystość. W krótkich słowach wyjaśnił ideę, która przyświeca akcji: - Kiedyś w tym miejscu padły słowa, że żaden człowiek nie ma na tyle, żeby nie mógł mieć więcej, ale też żaden nie ma tak mało, aby nie mógł się podzielić. I nie chodzi tylko o dobra materialne, o rzeczy, bo zawsze można dzielić się dobrym słowem, doświadczeniem, miłością.

To właśnie wprowadzenie tych słów w czyn pozwoliło na radosne świętowanie. Pomysł zrodził się już na początku roku – Do współpracy przy organizacji tegorocznego Sylwestra zostałam zaproszona przez kleryków już w lutym – przyznaje Aldona Ronczka, jedna z koordynatorek. Od kilku miesięcy wąska grupa katowickich kleryków z Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego wraz z grupą świeckich przyjaciół ustalała plan działania, pozyskiwała sponsorów i poszukiwała darczyńców. Miało być inaczej niż do tej pory. Już nie na dworcu, nie w domu Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości, nie na stojąco czy w ciasnocie. Dotychczasowa formuła okazała się niewystarczająca. Pod koniec roku odbyły się dwa spotkania rekrutacyjne dla wolontariuszy, którzy mieli włączyć się w organizację.

- Liczba wolontariuszy, którzy zgłosili się do pomocy przerosła nasze oczekiwania – przyznał Łukasz Kosielak, jeden z głównych inicjatorów akcji. Ponad stu trzydziestu - przede wszystkim młodych - ludzi przez dwa dni sprzątała kuchnię i dekorowała salę, pakowała prezenty dla gości i przygotowywała posiłki. Podczas samego przyjęcia podzieleni na sekcje: logistyczną, kuchenną, kelnerską, porządkową i towarzyską dbali, aby zaproszeni goście czuli się, jak na prawdziwym balu. Wszystko udało się zapiąć na ostatni guzik i pięć godzin przed północą progi mogli przekroczyć pierwsi goście.

Zaproszeni goście

Osoby ubogie, czasami skrzywdzone przez los, pokaleczone wewnętrznie, zmagające się z chorobami i samotnością to najważniejsi uczestnicy sylwestrowego spotkania. Często ciężko doświadczeni przez życie, ale tej nocy nie było tego widać w ich oczach. Pojawiła się tam radość. Piotr, Marian, Ireneusz, Ewa, Józef, Wiola, Sebastian – było ich wielu, bo wspólnie do stołu zasiadło 118 mężczyzn, 28 kobiet. Pojawiły się też dzieci. – Powiem prawdę, że przyszedłem z ciekawości, zobaczymy jak będzie – mówił Piotr z Bytomia, który przyjechał na przyjecie razem z Marianem. Po zakończeniu oboje przyznali, że są bardzo zadowoleni.

Liczba miejsc podczas spotkania była duża, lecz ograniczona. Na kilka tygodni przed wydarzeniem siostry ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości rozdawały specjalne „bilety” swoim podopiecznym i innym osobom potrzebującym. Każdy gość otrzymał indywidualne zaproszenie, dzięki czemu mógł poczuć się wyróżniony. Reguła podczas samego przyjęcia była jedna: osoby nietrzeźwe nie były wpuszczane na salę. Jak podkreślali organizatorzy, całe przedsięwzięcie odbywało się w duchu wolności. Nie trzeba było być osobą wierzącą, aby wziąć udział w kolacji lub włączyć się w przygotowania.

Zabawa dla ciała, strawa dla duszy

Barszcz, krokiety i słodkości, a po północy bigos to tylko najważniejsze potrawy, które tego dnia pojawiły się na stołach. Ale prawdziwe przyjęcie sylwestrowe nie mogłoby się odbyć bez tańców i zabaw, do których zagrzewała wodzirej słowa i parkietu Alicja Cyganik. Nie obyło się bez wspólnej Macareny oraz Kaczuch, a także tańców w parach i pojedynczo. Bawili się wspólnie: goście, wolontariusze, organizatorzy. – Ten rok, który mija był dla mnie trudny, miałam kilka niepowodzeń. Cieszę się, że się skończył, liczę, że nadchodzący będzie lepszy i dzisiaj bawię się bardzo dobrze. Podoba mi się muzyka, właśnie skończyłam tańczyć – opowiadała między jednym tańcem a drugim pani Wioletta. – Pyszne jedzenie, szczególnie smakowały mi sałatki – dodała. – Ja już tańczyć nie mogę, bo zdrowie i wiek nie pozwalają, ale muzyka bardzo mi się podoba. Jest bardzo wesoło i następnym razem też na pewno przyjdę – wtrącił z uśmiechem siedzący obok Pan Jerzy. – Tylko dalej tak organizować!

Sylwester z Ubogimi to przedsięwzięcie wyjątkowe również dlatego, że oprócz strawy dla ciała, zaproponowano uczestnikom również strawę dla ducha. Po hulankach i swawolach przyszedł czas na wspólną modlitwę i Mszę Święta, bo to właśnie w kościele wszyscy zgromadzeni przywitali Nowy 2015 Rok. Ale już godzinę przed północą kościelne ławy wypełniły się oczekującymi na konferencję siostry Anny Bałchan ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej.

- Chciałabym, żebyśmy w ten Nowy Rok doświadczyli mocy przebaczenia. Czasami najtrudniej wybaczyć samemu sobie: błędy, zachowania. Mówimy sobie nie raz – nie ma dla mnie juz szans. Czy dziś możesz przebaczyć sobie? Czy dziś możesz posłać błogosławieństwo do swoich najbliższych? – pytała. - Bóg nas nigdy nie opuszcza. Niech Was prowadzi na drogach waszego życia – przekonywała, a słowa nabierały szczególnej mocy w tych sylwestrowych okolicznościach.

W nowy rok nie tylko z dobrym słowem

Druga część nocy przyniosła kolejne niespodzianki, za które pod opieką Joanny Stasiczek była odpowiedzialna przede wszystkich sekcja paczkowa i logistyczna wolontariuszy. - Od dwóch dni w naszej sekcji było dużo pracy. Sortowaliśmy ubrania, żywność. Jeździliśmy po artykuły spożywcze do sklepów. Przygotowywaliśmy 180 paczek dla kobiet i mężczyzn, 15 dla rodzin i 27 dla dzieci – opowiadał jeszcze przed przyjęciem Franciszek Kuczowic, jeden z wolontariuszy. Po co te paczki? Organizatorzy założyli, że żaden z gości nie może wyjść z przyjęcia z pustymi rękami. Oprócz sylwestrowych dań, tanecznych zabaw, okazji do udziału we wspólnej Mszy Świętej na uczestników czekała niespodzianka. W pudełkach prezentowych otrzymali upominki w postaci ciepłych ubrań, termosów, słodkości. Pojawiła się też deklaracja organizatorów, że za rok podobne przyjęcie również się odbędzie, bo był to prawdziwie udany Sylwester dla ubogich, a właściwie dla bogatych w sercu – zarówno po jednej jak i po drugiej stronie stołu.

Monika Frania