Oczami wolontariuszy

Cz. 1 - Przygotowania

Trzeba tylko się przełamać i wyjść ze swojego egoizmu do drugiego człowieka – Ola, jedna z wolontariuszek. Bez wolontariuszy nie byłoby Sylwestra z Ubogimi - to pewne!

Co skłoniło prawie 150 osób, młodszych i starszych, studentów, kleryków, księży i siostry zakonne do pomagania innym? Dlaczego ludzie w różnym wieku, o różnych pasjach, zawodach i zainteresowaniach postanowili właśnie tak spędzić tę sylwestrową noc?

Pracy wolontariuszy przyglądam się już dzień przed Sylwestrem. Do auli przy parafii św. apostołów Piotra i Pawła w Katowicach wchodzę przed godziną 9. Pierwszy punkt przygotowań to Msza Święta, a po niej śniadanie. Trzeba się posilić, zanim przystąpimy do pracy. Spoglądam na salę pełną niebieskich worków z darami, które znajdą się w paczkach dla gości i trudno mi uwierzyć w to, że jutro w tym miejscu odbędzie się prawdziwy bal. Odpowiedzialni za poszczególne sekcje zwołują wolontariuszy do pracy. W jednym rogu sali sekcja porządkowa planuje działania, w drugim rozpoczyna się dekorowanie. Najwięcej pracy dziś ma sekcja paczkowa, bo do przygotowania jest ponad 200 paczek. Odpowiedzialni za kuchnię planują ostatnie zakupy. Mija kilka godzin, wszystkie paczki spakowane, stoły poukładane, aula zaczyna przypominać prawdziwą balową salę.

Jak oni to zrobili?! Spójrzmy na Sylwestra z Ubogimi oczami wolontariuszy.

Agnieszka i Aldona z sekcji kuchennej obmyślają właśnie plan działania: Bigos będziemy chyba z 10 godzin podgrzewać (śmiech). Krokiety zrobią Panie z parafii na Tysiącleciu, a barszcz przywiezie Aldona samochodem w dwóch garnkach z Rydułtów. Przygotowujemy się na ponad 300 osób, bo jeszcze setka wolontariuszy. Sami nie wiemy jak to zrobimy, cuda będą się działy! - mówią dziewczyny.

Wojtek wraz z kolegami pomaga dziś w sekcji paczkowej. Chciałem pomóc, bo to jest piękne dzieło. Jest dużo wolontariuszy, to jest nie do opowiedzenia - mówi młody chłopak układając jednocześnie górę kartonowych pudełek, w których znajdą się dary dla potrzebujących.

Pomagam dzisiaj w grupie porządkowej i dekoracyjnej, a jutro szczególnie w grupie towarzyskiej. To jedna z trudniejszych sekcji, kiedy siadamy z naszymi gośćmi do stołu i dzielimy się z nimi swoim życiem, słuchamy ich historii. Wraz z nimi się bawimy i chcemy spędzić tę noc - opowiada Łukasz, kleryk V roku, który pomagał zorganizować także zeszłorocznego Sylwestra. Pytany o to, czy trudno jest wyjść do ubogich i bezdomnych odpowiada: Na początku może być trudne wychodzenie do takich ludzi, bo jest w nas jakiś wewnętrzny opór, ale ważne jest żeby nikogo nie szufladkować. Trzeba mieć świadomość, że każdy z tych ludzi ma własne imię i za tym imieniem kryje się konkretna historia życia, a te historie są bardzo różne. Tak naprawdę, to my możemy się wiele od tych ludzi nauczyć - dodaje.

W oddzielnym pomieszczeniu pracuje sekcja paczkowa. Pomaga w niej najwięcej osób, a i tak wszyscy mają ręce pełne roboty. Spotykam dwie Doroty, które zajmują się akurat segregowaniem chemii. Rozdzielamy chemię, dzielmy ją na mydła, pasty szczoteczki, szampony i takie różne inne chemiczne sprawy (śmiech). Skupiamy się na tym, aby najpierw podzielić te rzeczy, żeby potem łatwiej było zbudować nam paczki. A w paczkach jest dosłownie wszystko. Robimy paczki osobno dla mężczyzn, dla kobiet i dla dzieci oraz dodatkowo dla rodzin. Paczki będą równe, to jest pewne, właśnie dlatego musimy to dobrze podzielić. Dziewczyny pytane o to, jak zostały wolontariuszkami odpowiadają: Myśmy się poznały na studiach, studiujemy nauki o rodzinie. Ja byłam w zeszłym roku na Sylwestrze, zaciągnęłam Dorotę na roznoszenie kanapek i teraz jesteśmy tutaj razem. Bardzo nam się chce to robić, bo to najpiękniejsza rzecz jaką możemy dać z siebie - stwierdzają z uśmiechem.

W pakowaniu paczek pomaga także siostra Piotra. Elżbietanka zajmuje się segregowaniem odzieży: Odkąd przyszłam do zgromadzenia uczestniczyliśmy w Sylwestrze dla bezdomnych u sióstr Kalkutek. Pracuję w seminarium i w tamtym roku wiedziałam, że klerycy organizują tego Sylwestra i się zaangażowałam. A w tym roku postanowiłam wziąć urlop w pracy i tak na maksa wziąć w tym udział. Rok temu bardzo mi się podobało, bo widziałam radość tych ludzi i to mnie zmobilizowało. Będę tu jutro od rana, do piątku rana! Myślę że pośród pracy i czas na tańce się znajdzie - dodaje pełna energii zakonnica.

W sekcji paczkowej jest także Joasia, uczennica liceum. Ja akurat pakuje rękawiczki. Jest dużo pracy, bo wiele osób przyniosło nam dary, cieszymy się z tego. Jestem tutaj pierwszy raz. Wybrałam tę sekcję, bo tu jest najwięcej pracy i do tego najbardziej się nadaje. Jutro będę w sekcji towarzyskiej, żeby rozmawiać z ludźmi, spędzić z nimi czas. Przyszłam tu, bo to najlepszy pomysł na Sylwestra, pomóc innym i samemu dobrze się bawić - mówi młoda dziewczyna.

Zajmuję się sekcją porządkową: ustawianie stołów, sprzątanie sali, łazienek i generalnie to, co jest do roboty - mówi Mateusz, nazywany przez wszystkich Stefanem, kleryk V roku. W organizację Sylwestra zaangażowany jest od trzech lat. Dlaczego to robi? Podoba mi się radość tych ludzi, widać, że czują się docenieni, że jest to przygotowane specjalnie dla nich. Nasi goście choć na chwilę mogą się oderwać od tego wszystkiego, co czeka ich w tym świecie. Cieszę się, że mogę im w tym pomóc - dodaje uśmiechnięty kleryk.

Przy długim stole na końcu sali pracuje grupa osób odpowiedzialnych za wystrój. Najbardziej nam zależy na tym, żeby skończyć te dekoracje. Trochę już nas bolą kręgosłupy, ale będziemy jeszcze przygotowywać stoły i scenę - stwierdza Asia, która akurat zajmuje się szyciem. Pytana o to, jak została wolontariuszką odpowiada: Ja trafiłam tutaj przez mamę. Ona wyczytała w Gościu Niedzielnym, że jest coś takiego i powiedziała że chce jechać, a ja stwierdziłam, że nie puszczę jej samej (śmiech). Cieszę się, że tu jestem, bo mogę poznać nowych ludzi, jest to dla mnie nowe doświadczenie. Asia pochodzi z Frydku i uczy się w pierwszej klasie liceum. Czy miała jakieś obawy? Są jakieś obawy, ale staram się je przezwyciężyć, tak po prostu. Większość ludzi jest tu bardzo młoda, głównie studenci. Mnie to po prostu zachwyciło, że chcieli tutaj przyjść, pomimo że mogli imprezować gdzie indziej. Jestem dumna, że jest taka młodzież i że ja mogę tutaj być. Na pewno będzie super - dodaje licealistka.

Jesteśmy z sekcji paczkowej, tylko przelotnie tutaj zahaczyłyśmy - mówią dziewczyny zajęte wypisywaniem kartek z życzeniami, które zostaną dołączone do paczek. Życzymy wejścia w nowy rok z radością w sercu, aby nigdy nie odstępowała Cię nadzieja na lepsze jutro i wiara w to, że nie ma rzeczy nie możliwych. Życzymy również wszechogarniającej miłości zarówno od ludzi jak i dla ludzi. Aby cały 2016 rok był wspaniały- odczytują treść życzeń, które 200 razy muszą przepisać na przygotowane przez dzieci kartki.

Stwierdziłam, że fajnie jest dać trochę od siebie. Szczególnie w dniu, w którym wiele osób może czuć się samotnym, można sprawić komuś radość. To jest najważniejsze. Trzeba się tylko przełamać, aby wyjść ze swojego egoizmu do drugiego człowieka - mówi Ola.

Na początku był opór, że to jednak Sylwester i poszłoby się na jaką zabawę, ale później stwierdziłam że nowy rok trzeba zacząć godnie. Tym bardziej, że ja daję od siebie, a dostaję od masy ludzi dużo więcej. Jutro będę tutaj od 9 rano, aż przez całą noc - dodała siedząca obok Daria.

Jednym z wolontariuszy, który akurat razem ze mną znalazł czas na zjedzenie kanapki był także pan Józef. Pomagam w sekcji paczkowej, ale akurat zrobiłem sobie przerwę - mówi z uśmiechem - to jest mój drugi raz na Sylwestrze. Trafiłem tutaj przypadkowo, chciałem zobaczyć co to będzie, bo to coś absolutnie nowego na skalę ogólnopolską - opowiada pytany o to, jak dowiedział się o tej inicjatywie. Chodzi o to, żeby się zaangażować, zrobić coś dobrego, a satysfakcja przyjdzie sama. Przychodzą tutaj ludzie, którzy chcą być przydatni na swoją miarę. Tutaj się unosi taki czar, aura, która pobudza do działania innych – dodaje i po chwili wraca do pracy.

Tego dnia przygotowania zakończyły się wieczorem. Do Sylwestra pozostało już tylko kilkanaście godzin. Jutro od rana wolontariusze wrócą do pracy po to, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik i o 19.00 przywitać gości.

Trudno opisać to, czego doświadczyłam w tym dniu. Okazało się, że w pomaganiu nie liczy się siła rąk, ale siła ludzkich serc. Otwartość, zaangażowanie i pracowitość wolontariuszy przeszła moje oczekiwania. A uśmiech na ich twarzach potwierdził po raz kolejny, że więcej radości jest w dawaniu, aniżeli w braniu!

Martyna Chodykin