Maria i Józef na Sylwestrze z Ubogimi

Z perspektywy gości

Wśród wielu gości przyjęcia sylwestrowego w Katowicach pojawili się też Maria i Józef. Nie znali się. Być może nie było im dane nawet porozmawiać tej nocy, jednak ich sytuacja życiowa ułożyła się w ten sposób, że znaleźli się w potrzebie. Czy symbolika ich imion jest w tym kontekście wyłącznie przypadkowa?

Człowiek ubogi, biedny, samotny bywa często spychany poza główny nurt zainteresowania społecznego. Krzywda ludzka jest czymś niewygodnym, niepasującym do świata migotliwych reklam produktów na uginających się półkach sterylnych centrów handlowych, wypełnionych sztucznymi choinkami i kuszących promocjami. Bezrobotny to sam sobie winien nieudacznik, któremu nie chce się pracować, chory - pewnie nie dbał o siebie i prowadził hulaszczy tryb życia, a żebrak to perfidny oszust czyhający na dobre serce przechodniów. Tymczasem, najczęściej okazuje się, że to wszystko jest nieco bardziej skomplikowane. Otaczający świat już dawno zrezygnował z biało-czarnych reguł i czasem przyczyny, powody leżą głęboko i są zupełnie niezawinione. Problem w tym, że dostrzeżenie tego faktu wymaga zatrzymania się w codziennym pędzie, pochylenia się nad losem konkretnego człowieka lub grupy osób, a w powszednim wyścigu szczurów nie jest to zadaniem łatwym. A nawet, gdy moment refleksji nastąpi, czasami trudno zachować balans między moralizatorskim spojrzeniem z wyższością: „powinien, powinniśmy, powinni” a postawą dawania celem zagłuszenia własnego sumienia lub wyrzutu społecznego wtłoczonego w umysł.

Krótka historia Marii

Maria podczas przyjęcia noworocznego siedzi obok męża i Marzeny, wolontariuszki dotrzymującej gościom towarzystwa. Szczupła, w twarzowej czapce, czasami się uśmiecha, obserwując tańczących na parkiecie. To jej pierwszy Sylwester z Ubogimi. Chociaż pochodzi z Małopolski, już długie lata mieszka na Śląsku z powodu pracy męża, którą rozpoczął w hutnictwie ponad ćwierć wieku temu. Niestety w wyniku zmian polityczno-gospodarczych i restrukturyzacji zakładu pracy zatrudnienie skończyło się i wtedy zaczął się poważny problem. - Ludzie z różnych przyczyn znajdują się w złej sytuacji. Czasami sam ktoś jest sobie winien, czasami tak się złożyło z różnych innych przyczyn: zwolnienie z pracy, choroba jakaś, czy inne powody. Jest ciężko, a najsmutniejsze jest to – nie bawiąc się w żadną politykę, bo się na tym nie znam - że organizacje rządowe nie pomagają w taki sposób, jak trzeba. Większość działań to organizacje pozarządowe. Gdy człowiek znajduje się nagle w trudnej sytuacji, tak jak my w marcu po zwolnieniu męża, napotyka ogromne schody. Jakąkolwiek pomoc z MOPSu otrzymałam po wielu staraniach dopiero pod koniec czerwca. Dopiero przez inne osoby dowiedzieliśmy się, że przy Parafii Mariackiej wydawane są zupki, że siostry Kalkultki gotują posiłki i pomagają w zakupie leków. Żeby funkcjonować muszę zażywać leki, które są niestety nierefundowane. To wszystko wiąże się z pożyczaniem, bo opłaty za prąd, gaz trzeba płacić. Wszystko, jak połączone ze sobą ogniwka, zaczęło się sypać, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku jakoś się ułoży.

Maria opowiadając o sobie, mówi że jest niedoszłym psychologiem, a w przeszłości pracowała jako KO, czyli instruktor kulturalno-oświatowy. Organizowała koncerty i imprezy między innymi takich gwiazd jak Alicja Majewska czy Maryla Rodowicz. Do tej pory jej osobowość jest magnetyczna.

- Muszę pozbierać troszkę myśli, bo jestem po udarze mózgu i moje myślenie nie jest już takie lotne – przyznaje. W rozmowie ma się wręcz przeciwne wrażenie. Jak to się stało, że znalazła się na Sylwestrze z Ubogimi? – Będąc u sióstr zakonnych na Wigilii dowiedzieliśmy się o akcji. Postanowiłam, że przyjdziemy tu zobaczyć.

Jak się okazało był to dobry wybór na wejście w Nowy Rok radośnie i z nadzieją.

- Najbardziej zdziwiło mnie przepiękne i serdeczne powitanie wolontariusza, bo to jest ważne na tzw. pierwsze wejście. Poza tym przepięknie nakryte stoły i postawa życzliwych osób, co jest godne podziwu. Jest urokliwie, sympatycznie, miło, serdecznie. Goście też są mili dla siebie bez względu na swoją sytuację, wykształcenie czy wiek. Nie zawsze jest tak sympatycznie i miło, ale dzisiaj bardzo. Dla mnie samo jedzenie nie jest najważniejsze – jak się mówi u nas w Małopolsce: najważniejsze najpierw z kim się przebywa i je, później na czym, a dopiero wtedy: co.

Krótka historia Józefa

Jednym z gości, który siedzi na drugim końcu stołu jest Józef. Mężczyzna w średnim wieku, bardzo rozmowny, uprzejmy i chętnie nawiązujący kontakt. Nie bez powodu w rozmowie zwrócił uwagę na wystrój i architekturę sali oraz jej oświetlenie, wspominając o pałacu w Świerklańcu. Po godzinnej podróży właśnie stamtąd przyjechał na Sylwestra z Ubogimi. Podobnie, jak Maria uczestniczył w wydarzeniu pierwszy raz.

- Nie spodziewałem się że tak będzie. W pewnym sensie jest to dla mnie zdziwienie, że jest tak dużo osób towarzyszących, wolontariuszy bardzo przychylnie nastawionych wobec przybyłych gości. Można powiedzieć po angielsku „super, OK”. Wiadomo - końcówka roku, Sylwester, dlatego część rozrywkowa, a później część religijna zdaje egzamin i jest na miejscu. Takie połączenie religijności i świeckości jest bardzo dobre.

Z entuzjazmem radzi organizatorom, co można zmienić w przyszłym roku. - Gdyby siostry nie zaproponowały i nie dały mi zaproszenia nie wiedziałbym. Wydarzenie mogłoby być bardziej nagłośnione, żeby się nie ograniczać do wąskiego grona osób. Trzeba nagłośnić, rozpowszechnić.

O swojej sytuacji opowiada niezbyt chętnie, lecz przyznaje, że miniony rok nie należał do najlepszych.

- W następnym roku chcę dużo zmienić – deklaruje, formułując jednocześnie przesłanie dla wielu obecnych na sali i nie tylko. - Mówią, że człowiek jest kowalem swojego losu, ale wiele zależy od zdarzeń i drugiego człowieka. 80% osób to te, które los skrzywdził. Ale każdy ma inną sytuację, ja znalazłem się w takiej po śmierci żony. Niekiedy los płata figle, a niekiedy my mu pomagamy. Względnie nie przejawiamy żadnych innych środków czy działań, aby trochę odmienić swoje życie. Podtrzymujemy zło. Upaść można łatwo, ale chodzi o to, aby podnieść się z kolan i stanąć wyprostowanym. A nie każdy to potrafi. Każdy ma inną psychikę. Jednemu powiesz raz: zmień się, wstań i idź prosto, a on pójdzie. Innemu trzeba lata, lata powtarzać zanim on pójdzie swoją drogą życiową. Niektóry już nie wstanie i na tych kolanach klęczy do końca swojego żywota. To jest bardzo przykre, ale każdy z nas jest tylko człowiekiem.

Ubóstwo i krzywda odbija się w ludzkich twarzach

Różne oblicza biedy dotykają coraz większą liczbę osób, ale są też przedmiotem analiz makro- i mikroekonomicznych. Te, robione są zwykle za czas miniony. Według raportu: Wybrane problemy społeczne w województwie śląskim 2013 zamówionego przez Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej Województwa Śląskiego, co dziesiąte gospodarstwo domowe w województwie śląskim osiąga dochody klasyfikujące jego członków poniżej definicyjnej granicy ubóstwa. Przyczyny biedy, które wyróżnili sami badani to: brak pracy, niskie płace i emerytury, konieczność spłaty pożyczek i kredytów, ale także alkoholizm, uzależnienie od narkotyków, niechęć do pracy, czy też niepełnosprawność i choroba. Wymienione uwarunkowania wpływają na opinie społeczne o osobach ubogich.

Poglądy i sądy mniej lub bardziej bliskie prawdzie, że to państwo powinno, że systemowo, że postawa wyuczonej bezradności, że intencje nieszczere, że sam nie mam dużo, że następnym razem - to kiepskie usprawiedliwienia, które niepostrzeżenie zaczynają blednąć, gdy skonfrontować je ze spojrzeniem w szczere oczy osoby potrzebującej. I być może czasami nasze wsparcie nie trafi tam, gdzie powinno, a nasza energia i działania nie przyniosą oczekiwanego efektu. Nie będzie się opłacać, ale warto. Bo nie wszystko co warto czynić, musi się opłacać. Czasami może to być spontaniczna pomoc na ulicy, innym razem związanie się z jakąś organizacją czy dzielenie się dobrym słowem. Warto. Bo dzięki idei, która zakiełkowała w głowach tak niewielu – tak wielu mogło się cieszyć wspólnie spędzonym, dobrym przejściem w Nowy Rok podczas Sylwestra z Ubogimi. Także Maria i Józef znaleźli tu swoje miejsce.

A życzenia noworoczne? Oby w nadchodzącym roku nigdy nie musiało być tak, jak ponad dwa tysiące lat temu – niech żadna Maria i żaden Józef nie będą musieli odbić się od drzwi, poczuć odrzuconym w swoim ubóstwie przez ani jeden dzień.

Monika Frania