Sylwester pełen zaskoczeń

Z Łukaszem Kosielakiem pomysłodawcą Sylwestra z Ubogimi rozmawia Martyna Chodykin

Martyna Chodykin: Jak zrodziła się inicjatywa Sylwestra z Ubogimi?

Łukasz Kosielak: Dwa lata temu pierwszy raz uczestniczyłem w Sylwestrze dla bezdomnych w Katowicach, który przez ponad 20 lat odbywał się u Sióstr Misjonarek Miłości. Pomimo tego, że był on dobrze zorganizowany, czegoś mi tam brakowało. Przede wszystkim kontaktu z gośćmi i bezpośredniej relacji z nimi. Parę dni po sylwestrze myślałem o tym i przypomniałem sobie, że kiedyś czytałem w internecie o wigilii dla ubogich, którą organizuje wspólnota Sant’Egido w Warszawie..

Sant’Egido zainspirowało Cię do działania?

Tak, zobaczyłem film z wigilii organizowanej przez tę wspólnotę. Widząc, jak to wszystko może być pięknie zorganizowane, zrodził mi się w głowie pomysł, żeby przełożyć to na nasz grunt i kontynuować tradycję Sylwestra, ale zorganizować go totalnie inaczej.

Inaczej, to znaczy jak?

Tak, żeby ludzie których tutaj gościmy, bezdomni i ubodzy nie czuli, że przychodzą kolejny raz wystać coś w kolejce, dostać jedzenie na wynos i przesiedzieć ten wieczór smutnie w ścisku. Moim marzeniem było zorganizować coś w dużej sali, z wodzirejem, jedzeniem, tak żeby każdy miał swoje miejsce przy stole. Bardzo chciałem, żeby goście poczuli, że ktoś to zrobił z myślą o nich.

Stąd te imienne zaproszenia i wizytówki, które znajdują się na stołach?

Dla mnie jest to ogromnie ważne, że każdy dostaje imienne zaproszenie. Na każdego z gości czeka miejsce przy stole. Nie jest tak, że ktoś znów będzie musiał stać w kolejce, pchać się bo nie wiadomo, czy dla niego wystarczy, czy nie zabraknie wolnego krzesła. Chcemy, aby nasi goście poczuli, że ktoś zwraca na nich uwagę - to dla nas bardzo ważne.

Miałeś wcześniej kontakt z bezdomnymi?

Tak, odbywałem staż w schronisku dla bezdomnych chorych wspólnoty Chleb Życia siostry Małgorzaty Chmielewskiej. Także przez to doświadczenie chciałem zrobić coś innego, coś więcej. Tak zrodził się ten pomysł, właściwie marzenie, które udało się w zeszłym roku po raz pierwszy zrealizować. To co się wtedy wydarzyło, totalnie przerosło moje wyobrażenia.

Jaka była reakcja ludzi na Twój pomysł na Sylwestra?

Kiedyś wracałem od Sióstr Kalkutek i poszedłem do mojego kolegi, który dwa lata temu był odpowiedzialny za Sylwestra organizowanego właśnie u sióstr. Powiedziałem do niego: Stefan, w przyszłym roku robimy innego Sylwestra. On zapytał jak to innego? Ja mu wytłumaczyłem o co chodzi, a on mówił: no tak, zrobimy, zrobimy i tylko się śmiał. A potem sam zobaczył, że to rzeczywiście jest możliwe.

Jak udaje się zebrać tylu wolontariuszy, którzy pomagają w organizacji tego wydarzenia?

Liczba wolontariuszy nas samych zaskakuje. W tym roku zgłosiło się około 150 osób! To w większości młodzi ludzie, którzy poświęcają ten jedyny taki sylwestrowy wieczór, żeby pomagać innym. W tym świecie wydaje się dziwne, że ktoś rezygnuje z imprezy i przychodzi na Sylwestra z bezdomnymi. No po prostu jak ktoś to słyszy, to może pomyśleć, że to jacyś nienormalni ludzie. Tak naprawdę do organizacji tego Sylwestra wystarczyłoby mniej osób, ale nie chcemy nikomu odbierać szansy bycia tutaj, bo jest to niezwykłe doświadczenie.

Na czym polega praca wolontariuszy?

Są różne sekcje dla wolontariuszy, każdy może zaangażować się w coś innego. Najwięcej kontaktu z gośćmi mają wolontariusze z sekcji towarzyskiej. Ich zadaniem jest siedzieć z gośćmi przy stołach, rozmawiać z nimi, bawić się.

Czy to trudne zadanie?

Każdy, kto się na to decyduje musi się przełamać i być zdolny rozmawiać z tymi ludźmi. Dlatego ja zawsze mówię, że wydawałoby się, że jest to najłatwiejsza sekcja, bo nic nie trzeba robić, tylko się siedzi, je i tańczy, ale tak naprawdę najtrudniejsza i najważniejsza, bo ma się najwięcej kontaktu z tymi ludźmi. Oni bardzo tego kontaktu potrzebują.

Wolontariusze z zeszłego roku pomagają i teraz?

Jest pokaźna grupa osób które są z zeszłego roku, ale większość wolontariuszy jest nowych. Myślę, że jeśli ktoś chociaż raz w życiu spędzi tak Sylwestra, to w nim to zadziała i da mu do myślenia. Wiele osób, które w zeszłym roku były po raz pierwszy, teraz razem z nami tego Sylwestra organizują.

Powiedziałeś, że zainspirowała Cię wspólnota Sant’Egido. Czy wzorujecie się na nich organizując Sylwestra?

Tak, wzorujemy się na Wigilii z Ubogimi organizowanej w Warszawie właśnie przez Sant’Egido. W tym roku oni też pierwszy raz skorzystali z naszego doświadczenia. Kiedy rok temu mieliśmy spotkanie po Sylwestrze, to przyjechało na nie kilka osób z Sant’Egido – chcieli zobaczyć jak to zorganizowaliśmy. Bardzo spodobało im się to, że mieliśmy na stołach porządną zastawę. Powiedzieli, że to jest ich marzenie. Kiedy oglądałem zdjęcia z ich tegorocznej wigilii zauważyłem, że po raz pierwszy mieli zastawę, a nie plastiki, jak to było wcześniej. Katowice ich zainspirowały.

Co w zeszłym roku zrobiło na Tobie największe wrażenie?

Dla mnie mocnym momentem, jeszcze zanim zaczęliśmy wpuszczać gości, było to kiedy zobaczyłem salę. Zawsze na takich imprezach dla bezdomnych, ubogich wszyscy jedzą z plastików. Jednym z wielu moich marzeń było to, żeby nie było plastikowych naczyń, dlatego zamówiłem z firmy cateringowej zastawę. Kiedy wszedłem na tę salę, to zobaczyłem, że wszystko o czym marzyłem właśnie się spełnia. Bardzo mocno mnie to poruszyło.

A potem?

A potem wszystko, co się działo, to jak ci ludzie byli zaskoczeni, że ktoś w ogóle coś takiego zorganizował, ktoś to zrobił dla nich. Ich zdziwienie z każdym kolejnym elementem rosło. Kiedy zobaczyli, że jest wodzirej, jedzenie na ciepło, potem, że na koniec dostali paczki i prowiant przy wyjściu. W ich oczach było widać wielką wdzięczność za to wszystko. Nasi goście cały czas mówili, że są bardzo zaskoczeni tym, że młodzi ludzie chcą bezinteresownie coś dla nich zrobić.

Po zeszłorocznym Sylwestrze zrodziła się kolejna inicjatywa?

Tak, zaczęliśmy co środę wychodzić do bezdomnych z kanapkami na dworzec. Kiedy spotykaliśmy bezdomnych, wielu z nich wspominało Sylwestra. Mówili, że za rok też przyjdą i pytali kiedy będą rozdawane zaproszenia. Pani Lidka o tym Sylwestrze mówiła co tydzień. Kiedy zaczęliśmy roznosić zaproszenia, to ona już na nas czekała, bo musiała je dostać.

Co przyciąga tutaj waszych gości?

Jest jedzenie, jest ciepło, są paczki, to na pewno ich kusi. Ale przede wszystkim, oni na tym Sylwestrze mogą chociaż na chwilę zapomnieć o tym, czego doświadczają każdego dnia.

Zabawa im w tym pomaga?

W zeszłym roku, tak jak i w tym zaprosiliśmy Alicję, która jest wodzirejem, ale nie planowaliśmy zabawy na parkiecie. Mówiłem Ali, że to nie będzie taka typowa impreza, bo oni nie wstaną i nie będą tańczyć. Ala zaczęła pierwsze zabawy, macarenę, kaczuchy i nagle cała sala wstała i wszyscy tańczyli.

Byłeś zaskoczony?

Tak, bardzo! Potem w kościele była konferencja siostry Anny Bałchan. Kiedy żegnałem się z siostrą, to mówiłem jej, że to co stało się na parkiecie jest niemożliwe. Pamiętam jak siostra na mnie spojrzała i powiedziała: Co się dziwisz, przecież to są normalni ludzie. Wtedy otworzyły mi się oczy i pomyślałem, że faktycznie, co ja się dziwie, przecież to są normalni ludzie, którzy chcieliby spędzić Sylwestra na imprezie. A to, że my możemy im to umożliwić jest czymś niesamowitym.

Jednym z elementów Sylwestra jest konferencja. Dlaczego?

Mamy nadzieję, że przykład innych ludzi może być dla nich impulsem nadziei. Ważne jest dla nas to, żeby nie było to kolejne kazanie księdza, ale świadectwo kogoś, kto faktycznie przeżył coś podobnego do naszych gości. Chcieliśmy żeby oni usłyszeli kogoś podobnego do nich, kogoś komu udało się z tego wyjść. W tym roku konferencję wygłosił pan Henryk Krzosek. Jest to przykład człowieka, którego zniszczyło więzienie i życie na ulicy, a jednak dzięki Panu Bogu poradził sobie z tym wszystkim. To świadectwo o tym, że życie na ulicy nie oznacza końca, ale można z tego wyjść, zacząć od nowa.

Co jest ważne w kontakcie z bezdomnymi i ubogimi?

Dla nas ważne jest, że to drugi człowiek. Zawsze jak spotykamy bezdomnych na dworcu, to najpierw pytamy o imię, podajemy rękę, sami się przedstawiamy. Dlatego też na Sylwestrze są imienne zaproszenia i wizytówki. Są to rzeczy, których w stosunku do nich nikt nie robi, bo nikogo nie obchodzi to, jak on się nazywa. Na co dzień wszyscy tymi ludźmi pomiatają. Nawet jak kogoś poproszą o pieniądze, to ktoś wrzuci im te 5 złotych i idzie dalej. Często jeśli ktoś pomaga, to robi to anonimowo: o pomogłem, uspokoiłem swoje sumienie. Tak naprawdę ktoś taki, oprócz tych pieniędzy nic człowiekowi nie daje.

Na co najbardziej czekasz podczas Sylwestra?

Najbardziej czekam na przyjście gości. Kiedy oni zaczynają wchodzić jest takie „wielkie wow”! A potem pozostaje już tylko świetnie się bawić (śmiech).

Czy w tym roku miałeś jakieś obawy?

W zeszłym roku miałem obawy że goście nie przyjdą, ale w tym roku już się o to nie bałem. Jeszcze parę dni temu martwiłem się, że mamy za mało pieniędzy, dzisiaj mamy za dużo (śmiech).

Jakie są twoje pierwsze wrażenia z Sylwestrowej nocy 2015/2016?

Było cudownie! Jak zwykle nie obyło się bez zaskoczeń. Na początku brakło miejsc, potem paczek, a mimo tego nie zabrakło niczego. Miejsca się wyczarowały, paczki się rozmnożyły. Ludzie się bawili, wychodzili z uśmiechem i radością. Pozytywny był też odzew i zaangażowanie wolontariuszy.

Co nowego czekało na gości w tym roku?

W tym roku pierwszy raz była schola muzyczna, która śpiewała na Mszy Świętej. Cieszę się, że udało się ją stworzyć. Po drugie genialnie wyszły animacje dla najmłodszych: malowanie twarzy, balony zwierzaki, kolorowanki itd. Na Sylwestrze było bardzo dużo dzieci i te atrakcje sprawiły im wielką frajdę.

W przyszłym roku kolejna edycja Sylwestra?

Kiedy byliśmy u proboszcza i pytaliśmy się, czy możemy dalej w tym miejscu organizować Sylwestra, odpowiedział, że dopóki tu będzie, to do końca świata możemy to robić. Mamy więc wieczną rezerwację!