Flesz wolontariacki

Subiektywnie wybrane opinie wolontariuszy akcji Sylwester z Ubogimi

Zaciemniona i wypełniona do ostatniego krzesła sala w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Katowicach, podczas jednego z dwóch spotkań rekrutacyjnych - to dla większości pierwszy kontakt z pozostałymi wolontariuszami Sylwestra z Ubogimi. Kim są i dlaczego zdecydowali się na spędzenie ostatniej nocy w roku w taki właśnie sposób?

Młode dziewczyny i chłopcy, ale też kilka nieco starszych osób; studenci, uczniowie, osoby pracujące, księża i siostry zakonne – na pierwszy rzut oka dzieli ich bardzo wiele. Łączy jedno – chęć spędzenia sylwestrowej nocy, pomagając innym. O akcji dowiedzieli się od katowickich kleryków, od znajomych, ze strony internetowej lub Facebooka.

- Jestem tutaj pod wpływem impulsu. Kolega kleryk powiedział mi o akcji i jakoś mnie zachęcił – przyznała Patrycja Operchalska. - Wczoraj trzeba było posprzątać, bo sala nie była przygotowana, udekorować i zostawić na dzisiaj tylko prace końcowe – dodała, opisując szczegółowo zadania sekcji porządkowej.

Ponad stu wolontariuszy było przydzielonych do sekcji kuchennej, kelnerskiej, porządkowej, towarzyskiej, dekoracyjnej i logistycznej. Każda grupa miała swojego koordynatora spośród grona organizatorów. Do działań włączyły się również osoby odpowiedzialne za muzykę i nagłośnienie, zabawy i tańce oraz fotografię i filmowanie. Najbliżej gości przez cały czas kolacji sylwestrowej byli ci, którzy zdecydowali się na włączenie do sekcji towarzyskiej.

– Zdecydowałam się dlatego, bo bardzo lubię dawać z siebie. Taka forma sylwestra bardzo mi pasuje, bo nie lubię dużych sal, zabaw w gronie osób nadużywających alkohol, a tutaj mogę pomóc i być dla drugiego człowieka, a przy tym skorzystać dla siebie. Myślę, że można dać świadectwo życia, a przy okazji wiele otrzymać od tych ludzi. Jestem w sekcji towarzyskiej. Dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie, że może to być trudna sekcja. Trochę się stresuję, ale myślę, że będzie to ubogacające spotkanie – opowiada Jennifer Patycka.

Wśród wielu propozycji na spędzenie ostatniej nocy w roku Aleksandra Lenarcik wybrała Sylwester z Ubogimi.

- Jest to dobra alternatywa dla zwykłych imprez. Człowiek więcej zyskuje dzieląc czas z drugim człowiekiem, dlatego pomyślałam, że warto byłoby tego sylwestra spędzić pożytecznie. Nie tylko dla własnej przyjemności. Spodziewam się dużo pracy, ale też dużo satysfakcji w związku z tym – przyznała.

Jak się okazało podczas samej nocy sylwestrowej pracy nie było aż tak wiele. Na zapleczu ktoś z kolorowego tłumu wolontariuszy rzucił, że jest za dużo wolontariuszy a za mało zadań i pracy, jak na taką liczbę zaangażowanych osób. To chyba jedyny zarzut, który się pojawił. Franciszek Kuczowic przyznał, że najwięcej pracy było dzień wcześniej, opowiadając szczegółowo jak wyglądały działania sekcji logistycznej. Jak tam trafił?

– W takiej sylwestrowej akcji biorę udział pierwszy raz. Powiedziała mi o niej koleżanka, która jest w Oazie. W sumie nie musiała mnie długo namawiać. Chciałem spróbować czegoś nowego i tu jestem – relacjonował.

W większości przypadków za decyzją o włączeniu się w organizację zabawy sylwestrowej, oprócz chęci pomocy fizycznej przy wykonywaniu różnych czynności, kryło się coś więcej. Podczas rozmów w kuchni i korytarzu można było odnieść wrażenie, że najistotniejszy aspekt to spotkanie drugiego człowieka.

- Na co dzień jestem specjalistą do spraw informacji i promocji szkoleń medycznych, a w wolnych chwilach staram się udzielać, żeby robić coś innego niż siedzenie w domu. Takie spotkania są zawsze okazją do poznania nowych ludzi – zarówno wolontariuszy, jak i tych, którzy do nas przychodzą i mamy z nimi pracować oraz przebywać i dzielić czas. Myślę, że jest to ubogacające nas, jak i drugą stronę – mówiła Katarzyna Kotusz.

- Najważniejsze w takiej akcji jest sprawienie, żeby ci ludzie poczuli się jak w domu. Jednocześnie, żeby byli jakoś wyróżnieni wśród nas, żeby uczynić dla nich chociaż ten wieczór wyjątkowym. O akcji dowiedziałem się z Facebooka. Było to coś, z czym się wcześniej nie spotkałem, a kolejny Sylwester spędzony w domu czy na jakiejś zabawie to nie jest to samo co - mam nadzieję - tutaj – powiedział Dominik Raszka i nie sposób się z nim nie zgodzić, bo Sylwester z Ubogimi okazał się wydarzeniem, które z pewnością pozostanie na długo w pamięci gości, organizatorów i wolontariuszy.

Monika Frania